Jak zdobyłam 30 nowych obserwatorów na instagramie w dwa dni? Kilka moich wskazówek dla początkujących

Jak zdobyłam 30 nowych obserwatorów na instagramie w dwa dni? Kilka moich wskazówek dla początkujących



Tytuł wpisu nie jest żadnym clickbaitem - choć trzeba przyznać, że z pewnością jest intrygujący i zachęca do dalszego czytania :) Moje wakacje rozpoczęły się na dobre. Sesje udało mi się zdać w pierwszym terminie i w połowie czerwca mogłam się już zacząć cieszyć błogą wolnością i zacząć odpoczywać. Nie jest to jednak dla mnie żaden powód, aby spoczywać na laurach, zadowolić się osiągniętymi już sukcesami i przestać się rozwijać. Wręcz przeciwnie! Jest to idealny moment, aby skupić się na rzeczach, na które brakuje mi czasu, kiedy chodzę na uczelnię. U mnie jedną z tych rzeczy okazał się być instagram. Jest to mój ulubiony serwis społecznościowy, a przyczyny tego trzeba szukać w samym fakcie robienia zdjęć, które po prostu uwielbiam! Jestem totalną fanką zatrzymywania chwil w taki sposób. Zawsze się śmieję, że gdybym nie żyła w czasach internetu, to byłabym jedną z tych osób, która trzyma na regałach tysiące albumów ze zdjęciami i nie wychodzi z domu bez aparatu.

Zdjęcia robię głównie dla własnej aprobaty, ale nie zmienia to jednak faktu, że czasami zwyczajnie fajnie jest zobaczyć, jak naszą twórczość odbierają inni, wdać się z ludźmi w jakąś dyskusję czy stworzyć własną, zintegrowaną społeczność. Na instagramie nigdy nie byłam żadnym liderem i nie będę pewnie jeszcze długo, długo a może i nie będę wcale. Jednak od jakiegoś czasu zaczęłam dosyć solidnie ubolewać przez fakt, że teoretycznie wrzucam swoje zdjęcia w nicość. Zaczęłam analizować moje ulubione instagramowe konta i podglądać, w jaki sposób osoby je prowadzące odnajdują się w instagramowej rzeczywistości. Przekopałam się także przez masę artykułów oraz poradników i w tym wpisie chciałabym się z tobą podzielić tym wszystkim, co znalazłam :) Być może tak jak ja, zaczniesz czerpać z tego wiele korzyści, wprowadzisz pewne "tipy" w życie a twoje konto zyska na jakości. No to co? Zaczynamy:

"Do czysta" - wystawa retrospektywna Mariny Abramović w Toruniu

"Do czysta" - wystawa retrospektywna Mariny Abramović w Toruniu

Kilka tygodni temu miałam okazję gościć na wystawie retrospektywnej (upraszczając: wystawie, która pokazuje dzieła danego artysty w układzie chronologicznym) Mariny Abramović w Toruniu. Jest to wystawa, która w naszym kraju wzbudziła nie małe zainteresowanie z racji tego, że duża część dzieł Mariny jest dość kontrowersyjna - ale o tym spróbuję wam opowiedzieć trochę później :)
O czym w dzisiejszym wpisie? Na początku chciałabym przybliżyć wam postać samej artystki, która jest nad wyraz - w moim mniemaniu - interesująca i którą zwyczajnie warto chociaż kojarzyć. Później zajmiemy się opisem kilku najciekawszych dzieł a na koniec będzie czas na moją krótką recenzję całego wydarzenia.
Dzień wolnej sztuki: wystawa Jacqueline Livingston "W cieniu feminizmu. Na obrzeżach sztuki amerykańskiej lat 60 i 70. XX w."

Dzień wolnej sztuki: wystawa Jacqueline Livingston "W cieniu feminizmu. Na obrzeżach sztuki amerykańskiej lat 60 i 70. XX w."

Na początek uprzedzę, że temat jaki na dziś przygotowałam będzie dość obszerny w ilości tekstu więc od razu zachęcam, aby wygospodarować sobie przed przeczytaniem tego czym chciałabym się podzielić, chociaż piętnaście minut wolnego czasu.
Dzień wolnej sztuki

Dzień wolnej sztuki jest akcją społeczna prowadzoną w Polsce od ośmiu lat. Co roku poszczególne muzea, galerie sztuki i inne kulturowe instytucje przez godzinę opowiadają zwiedzającym o pięciu wybranych dziełach po to, aby promować idee ruchu slow art. "Według badań goście muzeów statystycznie spędzają przed każdym dziełem sztuki osiem sekund. Dzieje się tak dlatego, że wchodząc do muzeum, czujemy się zmuszeni do obejrzenia wszystkich dzieł, które się w nim znajdują. Efekt jest taki, że bezrefleksyjnie i kompulsywnie przebiegamy dziesiątki sal muzealnych, po czym jesteśmy zmęczeni i źli. Co gorsza, kompletnie nie pamiętamy i nie rozumiemy tego, co właśnie obejrzeliśmy". Slow Art zachęca aby odbiec od kompulsywnego pochłaniania dzieł jednego za drugim a zamiast tego wychodzić na przeciw artystom i starać się zrozumieć to, co chcieli nam przekazać oraz skłonić się ku pewnym refleksjom. Często sztuka jako zwykła fotografia, malarstwo czy chociażby rzeźbiarstwo nie wzbudza w nas większych emocji dopóki nie zagłębimy się w nie nieco bardziej. Kiedy poznamy historię dzieła, wszystkie jego symboliczne znaczenia, które na pierwszy rzut oka nie są oczywiste to możemy czerpać ze sztuki o wiele więcej niż poprzez samo bierne oglądanie. Osoby biorące czynny udział w dniu wolnej sztuki mają za zadanie zmotywować osoby odwiedzające do rozmowy o danym dziele, do przemyśleń na jego temat a przede wszystkim do zapamiętania go na dłużej. Właśnie jedną z takich osób byłam w tym roku ja :)
Wolontariat w którym brałam udział odbył się w Galerii Sztuki Współczesnej Biura Wystaw Artystycznych w Olsztynie. Był to pierwszy raz, kiedy byłam aż tak wystawiona na publiczny widok. Dodatkowo osoby z prasy i telewizji pomagały w tworzeniu stresującej atmosfery. Na szczęście w ostatecznym rozrachunku wszystko przebiegło baaaaadzo pomyślnie. Ludzie, którzy nas odwiedzili byli naprawdę bardzo przyjaźnie, do nas - wolontariuszek, nastawieni. Przeprowadzone z nimi rozmowy były pełne bijącego od nich ciepła, zainteresowania a nawet zafascynowania dziełami artystki o której opowiadałyśmy. Tegoroczny dzień wolnej sztuki po raz pierwszy miał swój temat przewodni jakim była miłość. Idealnie wpasowały się w niego fotografie amerykańskiej artystki Jacqueline Livingston dla której miłość zawsze była bardzo ważną wartością - zarówno miłość partnerska jak i miłość macierzyńska czy ta do samego siebie.

Jacquelin Livingston urodziła się w roku 1943r w Phoenix w stanie Arizona. Była wychowywana w najbardziej typowym schemacie rodziny lat 40.  Ojciec był żołnierzem - brał udział w II Wojnie Światowej. Matka natomiast była wzorową gospodynią. Zajmowała się dbaniem o dom, wychowywaniem dzieci. Miała silnie utarte poglądy dotyczące kobiecości. Uważała cielesność i seksualność za coś złego i brudnego, za coś o czym nie wypada i nie można mówić. Jacquline buntowała się przeciwko tym przekonaniom i nie rozumiała ich. Nie godziła się także na dominację mężczyzn w społeczeństwie. Chciała by wszyscy byli sobie równi i żeby zadania kobiet nie kończyły się na ładnym wyglądzie i siedzeniu w domu.W latach 60 zaczęła studiować edukację artystyczną ze specjalizacją fotografii w Arizona State University. Fotografowała w tamtym okresie wszystko co się da, praktycznie nie rozstawała się ze swoim aparatem.

Autoportret-skok/ Leap


Powyżej widzimy jedną z prac Jacqueline Livingston. Jest to fotografia z roku 1975 o której miałam za zadanie opowiedzieć podczas dnia wolnej sztuki :) Ruch slow art jest czymś co moim zdaniem powinniśmy promować jak tylko się da. Poświęcenie dłuższej chwili danemu dziełu to w końcu swojego rodzaju akt szacunku kierowany w stronę artysty. Chciałabym w związku z tym opowiedzieć po raz drugi o powyższej fotografii z racji tego, że znalezienie w internecie interpretacji dzieł Livingston jest niezmiernie trudne lub uściślając: mi osobiście się to nie udało.

"Autoportret - skok" to tak naprawdę upamiętnienie jednej z ważniejszych,może nawet przełomowych chwil w życiu artystki. Livingston bardzo szybko zostaje mamą. Bardzo szybko kończy się także jej pierwsze małżeństwo. Jej sytuacja materialna w tamtym czasie wyglądała niezbyt dobrze. Potrzebowała pieniędzy aby móc wychować synka. Szukając sposobu na powiększenie swoich dochodów zaczęła nawet wynajmować garaż przynależący do jej mieszkania. Wynajęła go od niej Janis Joplin i trzymała tam swoje słynne, kolorowe Porsche.

W tym trudnym dla niej okresie, w końcu uśmiecha się do niej los i dostaje szansę, którą jest propozycja zostania wykładowczynią na Cornell University w stanie Nowy Jork. Propozycję oczywiście przyjmuje mimo tego jak wielkim wyzwaniem mogła okazać się taka praca - miała zostać pierwszym wykładowcą płci żeńskiej pośród samych mężczyzn. Przeprowadza się z San Francisco do Itaca i rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Cała zmiana przynosi wiele radości Jacqueline a jej dzieło miało tą radość odzwierciedlać.

Fotografia ma wiele ukrytych symboli. Jednym z nich jest zachód słońca, który ma symbolizować przemijanie. Kiedy zachodzi słońce kończy się dzień- w życiu Jacqueline kończy się natomiast pewien etap. Musi pożegnać się z San Francisco i udać się w nieznane. Skok jest zestawiony z oceanem w tle. W języku Angielskim istnieje powiedzenie "taka a wave" czyli chwytaj falę, chwytaj dzień, chwytaj szanse jakie przynosi ci życie. Układ ciała skaczącej Jacqueline także nie jest przypadkowy. Ma nawiązywać do proporcji idealnych jednego z najsłynniejszych rysunków Leonarda Da Vinci jakim jest "Człowiek Witruwiański". Tak jak już wspominałam cielesność w każdym jej aspekcie była dla Livingstone bardzo ważna. Wiele jej prac przejawiało właśnie ten aspekt i także w tej postanowiła o niego zahaczyć.


 
Kilka osób z którymi rozmawiałam o powyższej fotografii pokusiło się także o stwierdzenie, że same dobranie kolorów ma też duże znaczenie. Poprzez ich ciepłość możemy rozumieć szczęście a także feministyczne poglądy artystki (kolory przypominają układ tęczy a tęcza to symbol równości). Myślę, że to także są ciekawe spostrzeżenia. Warto tutaj jeszcze dodać, że Jacqueline Livingston nigdy nie uważała samej siebie za feministykę mimo, że wiele osób tak właśnie ją nazywało.

Dobra passa nie trwała niestety długo. Dwa lata od rozpoczęcia pracy na uniwersytecie, Jacqueline na jednej ze swoich wystaw pokazuje akty trzech mężczyzn: swojego męża, teścia oraz sześcioletniego synka. Na jednej z fotografii chłopiec bawi się swoim penisem
co budzi sprzeciw dziekana uczelni (mimo, że takie odruchy małego dziecka są zupełnie naturalną sprawą i nie powinny wywoływać zgorszenia - w życiu każdego dziecka przychodzi moment gdy zaczyna poznawać i uczyć się swojego ciała). Władze uczelni żądają od niej usunięcia fotografii z wystawy co oczywiście kończy się ze strony Livingstone odmową.
Jej odmowa zostaje sprostowana słowami: "Nie możesz być feministką i oczekiwać, że będziesz na tym kampusie - ponadto nie możesz fotografować męskich genitaliów".Miesiąc później artytka zostaje poinformowana, że uniwersytet nie przedłuży jej kontraktu i będzie musiała pożegnać się z posadą wykładowcy. Od tej pory zaczyna się walka o ocalenie artystycznego aspektu jej fotografii.

Dlaczego warto brać udział w takich projektach jak dzień wolnej sztuki? Przede wszystkim dlatego, że możemy dołożyć własną cegiełkę do ciekawych inicjatyw - w tym przypadku jest to zachęcenia osób oglądających sztukę do poświęcenia jej odrobinę większej uwagi -  do traktowania sztuki poważnie i oglądania jej w skupieniu a nie szybko, byle jak i bez większego zastanowienia. Kolejną rzeczą jest możliwość poznania ciekawych osób z różnych środowisk ale przede wszystkim najważniejszym argumentem mówiącym za tym, że warto jest rozwój własnej osoby. Ciekawe doświadczenia, nowe wyzwania i ogrom zdobytej wiedzy sprawiają, że stajemy się coraz to lepszymi wersjami samego siebie. Czy to nie wystarczający powód, żeby się obudzić i razem robić naprawdę świetne rzeczy? :) dlatego angażujmy się w takie wydarzenia, pomagajmy przy ich organizowaniu i zmieniajmy ten świat na lepszy, chociaż trochę :)

Gdyby ktoś nadal czuł niedosyt, bo jednak opisałam tylko minimum z minimum z życia Jacqueline Livingston - moim jedynym celem było zaciekawienie was, moich czytelników, jej osobą i ewentualne zapoznanie się z jej historią i twórczością na własną rękę) to zostawiam kilka ciekawych linków z których korzystałam przy przygotowywaniu się do wolontariatu a także przy pisaniu tego wpisu :)
Jacqueline Livingston - fotografka, która podpadła Amerykańskiej cenzurze i FBI

Feminizm rodzinny
Jacqueline Livingston - fotografka, która podpadła FBI. Akty swojego syna potajemnie wysyła do galerii
"Traktowałem ją jak równą sobie i to ją zaintrygowało". Jacqueline Livingston we wspomnieniach swojego męża
Jej prywatne wybory i sfotografowana intymność zostały upublicznione i upolitycznione 
Netflixowe wykopaliska #1

Netflixowe wykopaliska #1

Pogoda w marcu była różna, kwiecień jak na razie też nie zachwyca. Dodatkowo dopadło mnie chyba letnie przesilenie i niestety nie tryskam energią. Ciągle jestem zmęczona, ziewam na potęgę i jedyne na co mam ochotę to gapienie się w ekran albo czytanie książek. Podczas mojego błogiego "nic nie robienia" udało mi się obejrzeć kilka ciekawych pozycji na Netflixie i pomyślałam, że podzielę się z wami tym co udało mi się wykopać w tej ogromnej bazie filmów."Netflixowe wykopaliska"- tak będę nazywać tą serię wpisów (bo z chęcią zrobię co jakiś czas takie właśnie zestawienia filmów). Aby uchronić mnie i was od zbędnego odbiegania od tematu, przejdę od razu do przedstawienia pierwszej produkcji:


1. My Beautiful Broken Brain

Na film natknęłam się całkiem przypadkiem, po prostu zaciekawił mnie tytuł - po którym nie spodziewałam się poruszenia takiego tematu.
Lotje to 34-letnie kobieta, która w 2011r miała udaru mózgu. Osiem dni po doznanym urazie postanowiła skontaktować się z filmowcem, który miał za zadanie udokumentować wszystkie następstwa choroby. Jesteśmy świadkami tego jakich emocji doświadcza Lotje, jak czuje, widzi i postrzega otaczający ją świat. Widzimy z jakimi problemamy musi się zmagać (niedowład, problemy z czytaniem, pisaniem czy zapamiętywaniem). Przez chwilę możemy się dosłownie wtopić w skrórę bohaterki. Bardzo poruszająca z ciekawym przesłaniem produkcja- bo przecież udar nie wybiera, może spotkać mnie i ciebie również. Dlatego warto poszerzyć swoją świadomość na temat tego jak wielką walkę o powrót do zdrowia musi stoczyć osoba po takim schorzeniu a obejrzenie tego filmu na pewno nam w tym pomoże.

2. Okresowa rewolucja (Period.End of sentence)
Dziewczyny, zastanawiałyście się kiedyś jak wyglądałoby nasze życie bez...podpasek? W takiej szarej rzeczywistości niestety nadal funkcjonuje większość kobiet w Indiach. W kraju tym temat menstruacji jest naprawdę ogromnym tabu. Kobiety nie wiedzą dlaczego mają okres i co go powoduje, bardzo się wstydzą o tym rozmawiać. W tym czasie są uważane przez swoją religie za brudne i nie mogą przebywać w świątyniach. Mężczyźni natomiast uważają, że okres to choroba, która spotyka ZWYKLE KOBIETY. Codziennie wiele kobiet jest z tego powodu uziemionych w domu i musi na ten czas zrezygnować z pracy czy edukacji -coś, co dla zwykłego europejczyka jest wręcz nie do pomyślenia, tam nie stanowi żadnego problemu. Film pokazuje moment w którym w jednej z indyjskich wiosek powstaje maszyna do produkcji podpasek. Mieszkankom, które powoli zaczęły się otwierać na ten temat, wyjaśniono jak jej używać oraz do czego służą same podpaski. Bohaterki filmu bardzo zaangażowały się w całe przedsięwzięcie i zaczęły produkować podpaski w naprawdę dużych ilościach po to, aby uświadomić i ułatwić codzienność także wielu innym osobom - z czasem zaczęły w taki sposób zarabiać na życie. Kolejna cudowna produkcja, która zmusza nas do wyjrzenia poza czubek własnego nosa a także skłania do refleksji nad docenieniem różnych, pozornie małych rzeczy i cieszeniem się nimi, zauważeniem, że  coś co dla nas jest zupełną podstawą w utrzymaniu higieny, dla kogoś z innej części świata może być zupełnie nieznane.Zaletą filmu jest też na pewno jego długość, bo ma on zaledwie 26 minut :) jako ciekawostkę dodam jeszcze tylko, że "Okresowa rewolucja" zdobyła niedawno Oscara w kategorii najlepszego filmu krótkometrażowego.


3.Fyre: najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła

Fyre to idealny przykład tego jak w dzisiejszych czasach internet może zmanipulować człowieka - w czasach gdzie każdego dnia jesteśmy bombardowani tysiącami nowych, ładnych zdjęć na instagramie,które często są tylko iluzją (tak jak iluzją stał się wspomniany festiwal).
"Festiwal Fyre był reklamowany jako luksusowe wydarzenie muzyczne na prywatnej wyspie, ale zbytnia pewność siebie organizatora doprowadziła do wielkiego fiaska." - czytamy w opisie dokumentu na filmweb. Atrakcyjne zdjęcia modelek, różnorakie chwyty marketingowe sprawiły, że ludzie naprawdę uwierzyli w powstanie nowego, wielkiego festiwalu. Jak naprawdę wyglądał cały festiwal? Co obiecano ludziom, którzy kupili bilety na wydarzenie a co dostali w rzeczywistości? Odpowiedź na te pytania znajdziecie oglądając film:) Warto obejrzeć także po to aby się przekonać ile pracy i wysiłku trzeba włożyć w zorganizowanie takiego wydarzenia, ile pułapek na nas czyha z każdej strony i jak szybko może powinąć nam się noga, kiedy niezbyt precyzyjnie przemyślimy pewne kwestie. Bardzo, baaaardzo polecam zobaczyć.

4. Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego Ted Bundy to postać, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać - jeden z najbardziej brutalnych seryjnych morderów w historii Ameryki.Ten miniserial to naprawdę kawał dobrze wykonanej roboty.  Przedstawia wszystkie poczyniania mordercy - całą historię jego krwawej "działalności" wzbogaconej o nigdzie wcześniej nie publikowane do tej pory tytułowe taśmy czyli wywiady z Bundy'm siedzącym w celi.Dokument wciągnął mnie tak bardzo, że po obejrzeniu całej serii i tak czułam ogromny niedosyt. Jeśli tak jak ja lubicie wszelkiego rodzaju kryminalne historie to ta produkcja z pewnością przypadnie wam do gustu :)


Wszystkie wymienione przeze mnie pozycje to nie przypadkowo filmy dokumentalne :) Jest to mój ulubiony gatunek filmów,dlatego, że jak już marnuję czas przed ekranem to lubię się przy okazji dowiedzieć czegoś ciekawego.Co do wymienionych produkcji: widzieliście? jak wrażenia? a może też oglądaliście ostatnio coś ciekawego na netflixie i chcielibyście mi coś polecić? Czekam na wasze komentarze i do zobaczenia!


Na początku był chaos

Na początku był chaos

Powiedzmy to w końcu głośno: najgorszy, najbadziej skomplikowany i krępujący moment w blogowaniu to ten kiedy jesteś w trakcie pisania pierwszego wpisu. W głowie pojawiają się tysiące myśli: co napisać? Co ja tu właściwie będę robić? Jak to zamknąć w jakieś ramy? Czy innym się spodoba? I czy ktoś  w ogóle będzie to czytał? Aż chciałoby się powiedzieć, że ten cały blog to niezły terrorysta :) na szczęście siedząc sobie pewnego wieczoru pod ciepłką kołderką, doszłam do wniosku,że...przesadzam i muszę przestać się tym zamartwiać i wszystko aż tak bardzo wyolbrzymiać.Przemyślałam, obstawiłam wszystkie za i przeciw i kilka dni później jestem tutaj – zwarta i gotowa do pracy, w obliczu nowego wyzwania! Pozwolę sobie powiedzieć, że blogowanie zamierzam potraktować przede wszystkim jako dobrą zabawę i ciekawe urozmaicenie wolnego czasu. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie podchodzę do całej sprawy poważnie, nic z tych rzeczy! Ten blog to jest bardzo solidnie zaplanowana przeze mnie rzecz. Ale może od początku?
Odkąd pamiętam zawsze miałam jakąś ogromną potrzebę dzielenia się z innymi każdą rzeczą, która w moim odczuciu wydawała mi się ciekawa. Wszystkie osoby, które mają ze mną jakiś bliższy kontakt dokładnie wiedzą o czym mówię – bo często mówię dużo a może nawet za dużo. Na szczęście, może już niedługo dam im trochę odetchnąć i zamiast ciągle kogoś zadręczać, zacznę namiętnie pisać swoje teksty? Ale do rzeczy:Nie ma dla mnie nic lepszego niż czytanie książek i  oglądanie ciekawych filmów. No może z wyjątkiem czytania o książkach i ciekawych filmach. W wolnym czasie często zdarza mi przeglądać różne blogi w tej tematyce, śledzić różne czytelnicze nowości a całego booktube’a mam w małym paluszku. Spędzając dużą część swojego czasu w taki sposób, chcąc nie chcąc sama w końcu zaczęłam zastanawiać się nad prowadzeniem własnej, podobnej strony. Różnica jest taka, że nie chcę zamykać się na same książki a chciałabym rozszerzyć tą tematykę także do filmów, muzyki, ciekawych artykułów i właściwie wszystkiego co uznam za warte pokazania. Tak naprawdę w obecnej chwili ciężko jest mi powiedzieć co może się tutaj pojawić i próba opisania tego w pierwszym wpisie wydaje się wręcz niemożliwa. Wyobrażenie o blogu mam, jakieś pomysły potencjalnych wpisów również mam, no to co? Pozwólcie mi zainteresować was swoją osobą a ja na pewno wykorzystam to w dobry sposób :) Jest mi niezmiernie miło jeśli komuś udało się doczytać wszystko do końca. Widzimy się w kolejnym wpisie, trzymajcie się, pa!


Copyright © 2014 Ania Szpejna blog , Blogger